Zapiski

Witam wszystkich!

 Miedźna, 10 stycznia 2014

Powrót do pisania po wielu latach? Dlaczego nie? Zapewne moment zmieniania czegoś w życiu jest najlepszy. A ja zmieniam.Po wielu latach kończę z reklamą raz na zawsze! Nigdy już nie będę się zajmowała działalnością w branży reklamy - i proszę mi kiedyś przypomnieć te słowa, gdybym jednak się zapędziła... Firma była i była (ponad 20 lat!) no i już jej nie będzie. Niektórzy pewnie się ucieszą, do nich jeszcze wrócę. W pisaniu, nie w życiu, bo przed tym uchowaj Boże. Ale dziś słucham tych, bliskich mi i życzliwych, którzy twierdzą, że zmiany w życiu są potrzebne, dobre, i nigdy nie wiadomo, co czeka za zakrętem. Tego mnie nauczyła Bogna, moja wspaniała terapeutka przed laty: jak nie spróbujesz, nie będziesz wiedziała. Akurat było to przy którymś z poprzednich wiraży (ile ich już było?) - i skończyło się wspaniale. Ryzyko - kiedyś o tym może opowiem - opłaciło się po stokroć.

Reklamie zatem mówimy stanowcze nie, klientom dziękujemy. Także tej pani, która kilka dni temu przysłała maila z pytaniem o wycenę, niczego wcześniej u nas nigdy nie zamawiała, i stanowczo określiła, że interesują ją głównie upusty i rabaty... Dziękujemy korporacjom zarabiającym miliony, a na kalendarze z trudem przeznaczającym jakieś grosze, płacącym po 60 dniach i oczekującym, rzecz jasna, upustów i rabatów. Dziękujemy za przetargi na cokolwiek, w których liczy się wyłącznie cena i zawsze wygrywa firma garaż lub kolega prezesa. Dziękujemy marketingowcom dyletantom, rozsyłającym pytanie ofertowe po kilkunastu agencjach i nigdy nie płacącym za projekty. Dziękujemy klientom, którzy zawsze mają pilniejszą płatność, niż ta dla nas.

Rozgoryczenie? Zapewne. Przejdzie. Oczywiście po krótkiej rozprawie z demonami nieodległej przeszłości!

I proszę się nie obawiać ani nie zniechęcać - nie to będzie tematem tych zapisków.

A zdjęcie moich psów? Bo je lubię i kiedyś też o nich opowiem. I o moim domu i o moim miejscu na ziemi też.

Pozdrawiam i zapraszam!

Cała sfora...

Nasze miejsce

Miedźna, 12 stycznia 2014

Zima niezimowa, więc patrzę sobie na to zdjęcie na pociechę:

Tej zimy tak jeszcze nie było. To wspomnienie z roku 2010
To zdecydowanie ładniejsze...
A w tej chwili tak jest najlepiej!

...

Kiedyś myślałam, że koniecznie muszę wyjechać ze Śląska. Mieszkam tu od urodzenia, choć nie jestem Ślązaczką, rodzina jest galicyjsko-wielkopolska. Ale na Śląsku mieszkali już moi Dziadkowie - i nie byłam im za to wdzięczna... Tu brzydko i ponuro, gdzie indziej ładnie, czysto i kolorowo. Marzył mi się dworek wśród starych drzew, wokół kwiaty, konie i psy...

Myśli o wyjeździe ze Śląska całkiem nie porzuciłam, ale od czasu marzeń o dworku tak wiele się zmieniło! Kiedyś wydawały się nieziszczalne. Kiedyś, czyli w czasach nastoletnich dla mnie, a dla otoczenia poprzednioreżimowych. Byliśmy wówczas przekonani, że nic się nie zmieni, myśl o własnym mieszkaniu i telefonie była zbyt śmiała, a co dopiero dom!

Teraz szybko przebiegnę ponad latami. I jestem w Miedźnej. To taka gmina nieopodal Pszczyny, gdzie zamieszkaliśmy kilkanaście lat temu, wokół wspaniałe pszczyńskie lasy, dobre powietrze i spokój, mili ludzie. Krajobraz raczej sielski, przemysłu, prócz kopalni, niewiele Najpierw był mały domek w sąsiedniej wsi, a teraz od kilku lat dom, który widać na zdjęciach, a który powstał w dawnym siedlisku. Właściciele pomarli, miejsce było opuszczone, ale urokliwe. Dworek to nie był - ale za to wokół rosło i rośnie kilkanaście prawie stuletnich dębów! Są też lipy, brzozy, stareńki krzew bzu tuż pod oknami.

Bardzo chciałam stary dom wyremontować. Okazało się to jednak niemożliwe - mury się rozsypywały, poprzemarzane i gnijące. W niezłym stanie, ale również do przebudowy, stał tu też budynek gospodarczy - chlewiki, obora -  i, prawie do dziś niezmieniona, drewniana stodoła.

No i zaczęła się wielka destrukcja, czyli rozbiórka, odnawianie podłączeń do mediów itd. I to, co zawsze zachwyca mnie najbardziej: Projektowanie! Planowanie! Wymyślanie! Nigdy nie zapomnę, kiedy pomierzyłam sobie wszystkie pomieszczenia centymetrem krawieckim, wzięłam kartkę papieru kratkowaną, i narysowałam mój dom. Tak jak narysowałam wtedy, tak jest do dzisiaj. Do szczegółów kiedyś wrócę - ale oglądanie potem moich "wymyśleń" na komputerach architektów, a później już na jawie w realnych kształtach - to było fascynujące!

Obórki i chlewiki przeobraziły się w garaże i stajnie. No właśnie: stajnie!

Wróćmy zatem do marzeń: miałam stare drzewa, miałam swój prawie dworek, miałam stajnie, konie i psy! Czy ktoś mi powie, że marzenia się nie spełniają? W takim więc rozmarzeniu pozostanę na chwilę... Dobrej nocy!

 

 

 

 

Nie na temat

Przecież jesteśmy tacy grzeczni...

Wszystko lepsze, wszystko ważniejsze do zrobienia, żeby tylko nie pisać. Pamiętam to jeszcze z czasów dziennikarskich: zawsze znajdowałam zajęcia niecierpiące zwłoki, byle tylko nie siąść do komputera, a kiedyś jeszcze maszyny do pisania. Tyle, że wtedy dyscyplinowały terminy i ogromna potrzeba uzbierania jak największej wierszówki, a dziś jedynie poczucie winy, które dyscyplinuje tak sobie, bo zawsze jakoś daje się zagłuszyć. Dziś więc, żeby tylko nie pisać, kolejno: wyszłam z psami na spacer, obejrzałam "Ucieczkę na wieś", zainspirowana tym programem przejrzałam internet w poszukiwaniu domku w Kornwalii (i nawet znalazłam), prawie kupiłam kilka ciuchów w Zalando, zrobiłam pranie, podlałam wszystkie kwiaty, czy chciały czy nie, zrobiłam przepyszną potrawkę z kurczaka, stworzyłam schemat pewnego szkolenia dla moich bardziej ode mnie pracowitych przyjaciółek, zrobiłam psom straszną awanturę, bo znowu włamały się do łazienki i wyniosły na śnieg moją koszulkę w paski oraz papier toaletowy i... I jeszcze kilka podobnych działań. Aha - przemyślałam jeszcze sprawę mojego wkładu w rozwój gender studies. To znaczy wiedziałam to już dawno, ale nie wiedziałam jeszcze, że to gender, więc teraz mam jak znalazł. No więc pierwszy mój wkład to absolutny sprzeciw wobec tego, jak jak na całym świecie w miejscach publicznych (toaleta, hotel itp), wiesza się lustra - bo wieszają je z reguły faceci, pod swój wzrost, skutkiem czego kobiety, szczególnie te niższe, widzą najwyżej czubek głowy. Lepiej więc powierzać wieszanie luster facetom-kurduplom, kobiety też mogą to robić, ale - no i tu zaczyna się mój drugi wkład w, jak się to dziś ładnie po linii kościelnej nazywa - ideologię gender. Otóż - większość kobiet to wie, że wszystkie niemal urządzenia gospodarstwa domowego (a wiertarki pomocne w zawieszeniu lustra poniekąd też nimi bywają) jest piekielnie ciężka. Ciężkie są odkurzacze, roboty, blendery, trochę poprawiło się w żelazkach, ciężkie są dobre suszarki do włosów, itd. Dlaczego? - to jasne: projektowali je faceci! Mają działać, ale czy muszą być lekkie - to nie takie ważne. No i już. Mam jeszcze trzecią teorię genderową, ale w tym wypadku fuczy na mnie nawet mój wyrozumiały mąż. Zapytam więc tylko cichutko: dlaczego wielcy kucharze i krawcy to faceci? Odpowiedź nastąpi. A ja chętnie znowu poczytam bzdury wygadywane przez facetów w sukienkach o seksie, prokreacji i roli rodziny. I serdecznie pozdrawiam Panią Bratkowską!

O "koniarzach" i "dziennikarzach"

Żeby już wreszcie było lato!

Najpierw krótko na temat "koński", bo o koniach jeszcze nie pisałam, a to bardzo ważna część naszego życia. Właściwie temat-rzeka, krótko się nie da, więc dziś tylko o "koniarzach" - cudzysłów jest niezbędny. Lubię patrzeć na minę mojego męża, kiedy człowiek, który dopiero nauczył się odróżniać grzywę od ogona i kłus od stępa, mówi do niego poufale: - To pan też jest koniarzem? Mąż mój to człowiek nadzwyczaj uprzejmy, więc potwierdza, że trochę, owszem, końmi się zajmuje, ale "koniarz" z własnej nominacji zazwyczaj tego już nie słucha. Moja teoria na temat tego zjawiska jest taka: w Polsce, tak jak na medycynie, na jeździectwie znają się wszyscy. Prawie. Wystarczy przeczytać "Jeździectwo w weekend", kupić konia nietrudno, postawić go w jakiejś stajni nie problem, jedynie kwestia pieniędzy. I się jeździ. I się uważa, że się na tym zna. Kilka lekcji wystarczy, żeby już galopować w teren, może jeszcze parę lekcji - żeby zrobić jakieś papiery instruktorskie, można już będzie uczyć dzieci. Zero pokory, zero rozumu, dużo za to krzywdy, głównie biednego zwierzaka, którego męczy "koniarz". I zdarza się to nader często, a parę historyjek kiedyś opowiem.

Pomyślałam o tym po raz kolejny, przeglądając czasopismo jeździeckie, od niedawna będące na rynku, pt. Gallop. To już wyższy stopień "koniarstwa", bowiem Gallop zawiera porady "ekspertów". Niestety znów przydaje się cudzysłów, bowiem gallopowi eksperci to osoby, o których w świecie jeździeckim mało kto słyszał, młodzi instruktorzy i zawodnicy - naprawdę nie wiadomo, co upoważnia ich do występowania w roli ekspertów. Przy oglądaniu niektórych zdjęć czasem włos się jeży... (koń nad wózkiem malutkiego dziecka). I nie będę się dalej znęcać, po prostu już się nie zagallopuję... No może jeszcze tylko jedno: znakomity ujeżdżeniowiec Edward Gal to Holender, nie Duńczyk...

Gallop to jeden z wielu przykładów krzywdy, jaką wielu ludziom wyrządził internet. Otóż dał im możliwość nieograniczonego pisania. Pisać każdy może, niestety, i niestety to robi. Niezależnie od tego czy ma jakąkolwiek wiedzę na jakikolwiek temat - pisze. A czasem do tego, niestety, zostaje dziennikarzem. Wielkim człowiekiem mediów. Wypisuje i wygaduje bzdurki, wyczytane w internecie, umieszczone tam przez sobie podobnych. Nie sili się wcale na poprawne posługiwanie się językiem ojczystym, bo po co. Przecież ci, co czytają i słuchają, zasób słów mają podobny. Koło jest błędne, bo to wszysto gdzieś w przestrzeni internetowej zostaje i znów ktoś kiedy powtórzy.

Dość jadu na dziś.

Jeszcze tylko wyjaśnienie: wedle mojej teorii mężczyźni dlatego są dobrymi krawcami i kucharzami, bo są to zawody wymagające dużej siły fizycznej. A dlaczego są księżmi? O tym kiedy indziej...

 

"Nektar" zamyślony...

Powrót kolejny

Maleńkie wspomnienie lata...

Znowu wracać? Ile razy można wracać? Odpowiedź jest prosta: tyle ile trzeba! Zacznę od rozrzewnienia z jakim spoglądam na zdjęcia, które przed tymi, już prawie dwoma laty, umieściłam. Spośród czterech psiaków, które kiedyś leżały na kanapie, zostały już, niestety,  tylko dwa. Nie ma jamniczki Zochy, nie ma Frędzla, który odszedł na zieloną łąkę tego lata... Smutno. Franio, żółty pareras, jest już staruszkiem, ma 14 lat, nie dowidzi i nie dosłyszy, ale generalnie jest w świetnej formie. Funny zaś, brązowa wyżlica, wciąż tak samo żywiołowa i przytulasta, najmądrzejsza z wszystkich psów co najmniej w skali województwa.

Nie pisanie tych zapisków nie oznaczało nie pisania w ogóle. Napisała mi się bowiem książka. "Księzyc jest kobietą", tak brzmi jej tytuł. Wydawnictwo "Czwarta Strona" zapowiada premierę na 15 lutego przyszłego roku. Już jest okładka (bardzo ładna!), już tekst został zredagowany, trwają dalsze prace wydawnicze. Treści nie zdradzę, w skrócie tylko powiem, że to opowieść o skomplikowanych losach pewnej rodziny, dziejąca się na przestrzeni dwudziestego wieku. A pisanie było ogromną przyjemnością! Jeszcze większą - zbieranie materiałów, sprawdzanie faktów, zagłębianie się w historii, buzowanie po internecie. Zadaję więcsobie teraz owej przyjemności ciąg dalszy - i biorę się za pracę nad drugą częścią mojej powieści.

Działa z powodzeniem mój mały pensjonacik. Cieszy mnie bardzo, że ludzie z całego świata (tak, tak - nawet z Australii!) polubili sielską atmosferę pod naszymi dębami.

Tak to wszystko toczy się swoim trybem - choć przecież w świecie wręcz przeciwnie. Wszystko na opak, nie tak jak miało być. Trump prezydentem, PiS u władzy, tu i tam ludzie, do których strasznie mi daleko...

Cóż - dziś zaznaczam tylko swój powrót. Więcej za chwilę. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to właśnie - inaczej niż moja książka - jest pisaniem do szuflady... A może ktoś jednak polubi moje zapiski? Już dziś go, lub ją, pozdrawiam!

A to my! To znaczy ja, Aska, i Fafusia. Fafi też się uśmiecha, tylko trochę inaczej...

Napisz nowy komentarz: (Kliknij tutaj)

SimpleSite.pl
Zostało znaków: 160
GOTOWE Wysyłanie...

kaskagaw | Odpowiedz 24.03.2014 21.27

no, pisz, pisz, nie leń się. Z lustrami się oczywiście zgadzam, mam też takie w domu.....

Zobacz wszystkie komentarze

Nowe komentarze

24.03 | 21:27

no, pisz, pisz, nie leń się. Z lustrami się oczywiście zgadzam, mam też takie w domu.....

...
02.12 | 16:36
Gugamia Otrzymał 7
Polubiłeś tę stronę